|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Autostop
Blogi wolontariuszy MWDB
Misje salezjańskie
Misjee
O Afryce
Różne
Tropikalna medycyna
Zabawy
|
wtorek, 16 czerwca 2009
alternatywny adres
na fali tworzenia blogow na blogspocie przez moich znajomych, założyłam sobie drugiego bloga, choć chyba notki będę publikowała na obu.
poniedziałek, 08 czerwca 2009
Umocnienie
Poznaj dzisiaj i rozważ w swym sercu, że Pan jest Bogiem, a na niebie wysoko i na ziemi nisko nie ma innego. (Pwt 4,39) Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. (Mt 28,16-20)
sobota, 06 czerwca 2009
Propozycja dla Gdańszczan :) Spotkanie z misjonarzem z Libanu
Wszystkim, którzy będą w najbliższy weekend w Gdańsku, polecam wybrać na spotkanie z ks. Kazimierzem Gajowym - misjonarzem z Libanu. Tak się składa, że, Liban to moje pierwsze doświadczenie misyjne - 2 lata temu spędziłam miesiąc w Libanie na projekcie Razem dla pokoju zorganizowanym właśnie przez Don Casimira. (tu możecie obejrzeć zdjęcia http://picasaweb.google.pl/lebanonMWDB ) A w najbliższą niedzielę opowie on o sytuacji chrześcijan na Bliskim Wschodzie w kontekście ostatniej pielgrzymki Benedykta XVI do Jordanii i Ziemi Święte. Zapewniam, że warto się wybrać! :)
Ks. Kazimierz zaprezentuje również swoją książkę „Życie Obok Wojny” oraz płytę „Mały Anioł”, które będzie można nabyć po każdej mszy świętej jako cegiełki na rzecz działalności wśród młodzieży chrześcijańskiej żyjącej w Libanie. Ksiądz Kazimierz Jan Gajowy SDB, Salezjanin, od 24 lat misjonarz na Bliskim Wschodzie. Cztery lata jako student teologii w Izraelu i 20 lat jako misjonarz w Libanie. Arabista i pedagog pracujący na rzecz pokoju i solidarności między ludźmi rożnych kultur i religii w kontekście islamsko - chrześcijańskim. 23 maja 2008 r. odznaczony w Libanie, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski "Polonia Restituta". Rzymskokatolicki kościół garnizonowy W.P. Ks. Kazimierz Gajowy sdb kgajowy@salezjanie.pl
piątek, 05 czerwca 2009
Lednica...Zambia...
Już za niecałe 2 dni otrzymam krzyż misyjny na posłaniu na Lednicy :) Dalej walczę z sesją. W indeksie miejsce na 27 wpisów, na razie tylko kilka zapełnionych, ale co najważniejsze historia wychowania już za mną - teraz będzie już tylko lepiej :) Jak już zauważyliście w wirze naukowym trochę zaniedbuję tego bloga. A trochę się dzieje :) W ostatni weekend mieliśmy ostatnie spotkanie w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym. Wrażeń co niemiara, zwłaszcza że spotkanie wyjątkowe - mieliśmy niesamowitych gości z daleka ( tzn z Ugandy (szczegóły na http://www.calmuganda.com), i gości z bliska, czyli z domu :) - naszych rodziców :) No i byli też goście z Zambii - poznałam siostrę Zofię z Mansy i księży-sąsiadów - jednego zza muru, drugiego z "pobliskiego" Kazembe - tylko 200 km ;) To tak w telegraficznym skrócie. Mam nadzieję, że wkrótce będę miała trochę czasu, by się bardziej rozpisać.. Tymczasem polecam artykuł z portalu http://www.afryka.org na temat Zambii - napisany zresztą przez Paulinę, moją mansową poprzedniczkę :) Zambia!W słowie ZAMBIA mieści się bardzo wiele. Na przykład 752 tysiące kilometrów, plantacje bananowców, pora sucha z temperaturami poniżej zera, chitenge- tradycyjny materiał noszony przez miejscowe kobiety, kilka dużych Parków Narodowych i garstki turystów, które odwiedzają tylko magiczne wodospady na południu. ![]() Cięte krzywą i poszarpaną kreską granice oddzielają jedenastomilionowe państwo od Tanzanii, Malawi, DRK, Zimbabwe, Mozambiku, Angoli, Namibii i Botswany, z którą łączy się jedynie 1 kilometrem. Pozostała długość granic to 5663 km. W konturze Zambii można by z łatwością zmieścić dwie i pół Polski, przy czym porównując ją do naszego kraju pod względem ludności wydawałoby się, że jest prawie pusta, jeśli nie opustoszała. Kraj jest przebogaty etnicznie, gdyż urzędują w nim 72 grupy, posługujące się 72 językami. Urzędowym oczywiście jest angielski- spadek po latach brytyjskiego kolonializmu. To język urzędników i nauczycieli- słowem ludzi wykształconych, bo ogromna część społeczeństwa posługuje się językami lokalnymi(cibemba, tonga, nyanja, chichewa), a jego znajomość często zaczyna i kończy się na: yes i no. Swoją drogą niepodległość wywalczono tu dopiero 24 października 1964
roku, kiedy pierwszym prezydentem Zambii został Kenneth Kaunda. I jak
na afrykańskiego prezydenta przystało pełnił swoją misję tak długo jak
tylko mógł, czyli całe 27 lat. W tym samym roku Zambia została
członkiem Organizacji Jedności Afrykańskiej i ONZ. W II połowie XIX wieku tereny dzisiejszej Zambii (dawniej Rodezja północna) przemierzało spore grono misjonarzy, handlarzy i poszukiwaczy przygód. Wśród nich znalazł się Brytyjczyk David Livingstone, który jak podają wszelkie historyczne źródła był pierwszym białym człowiekiem tzn. białym europejczykiem, któremu dane było ujrzeć jeden z siedmiu cudów świata- Wodospady Wiktorii (kiedy jeszcze nie błąkały się po nich hordy turystów i nauczonych wyrywać banany pawianów), nazwane na cześć jak sama nazwa mówi- królowej Wiktorii. Był taki okres w historii Zambii, kiedy ta była największym producentem miedzi na świecie, a to przypadło mniej więcej na okres międzywojenny. Dziś w prowincji Copperbelt wydobywa się w dalszym ciągu miedź (4 miejsce na świecie), kobalt, cynk, ołów, kadm, mangan, uran, złoto, srebro, węgiel kamienny. Użytki rolne stanowią ok. 54% całkowitej powierzchni kraju, a uprawia się: cassavę, kukurydzę, tytoń, trzcinę cukrową, orzeszki ziemne, bawełnę. Jeśli chodzi o walutę, to Zambia posiada swoją własną KWACHA (czyt. Kłacia), czyli w dominującym spośród 72 języków- cibemba- WOLNOŚĆ. 1000 Kwacha to ok. 1,4 zł. Za 100 Kwacha da się kupić jedno mango, za 500- można sobie już pozwolić na uwielbiane przez dzieci chipsy Jigizzy, a za 2800 można kupić chleb, który w Zambii kojarzony jest z dobrobytem i luksusem. Ceny żywności w jedynej sieci supermarketów Shoprite są nieźle wygórowane, bo cały towar importowany jest z RPA, podobnie jak paliwo, które w sierpniu 2008 roku kosztowało nieco ponad 10 zł za litr. Oczywiście są jeszcze rynki, na których nie kupi się sera w plasterkach, ale za to pierwszej jakości ryby, słodkie ziemniaki czy popcorn. W tej części Afryki mamy do czynienia z dwiema porami roku-deszczową, która trwa od listopada do kwietnia- duże upały, częste i niespodziewane burze, większe zagrożenie zachorowania na malarię i wszędobylska zieleń. Pora sucha- maj- październik, tumany piasku i kurzu, ani kropli deszczu, a rankiem i wieczorem temperatury spadają na tyle nisko, że na pozostałościach po trawie można obserwować szron. Mniejsze prawdopodobieństwo malarii, ale jeśli komuś pisane, to prawdopodobieństwo ma tu niewiele do powiedzenia. Wymogiem w państwowej edukacji już od szkoły podstawowej jest mundurek, buty i wyprawka, co już na starcie zamyka drogę większości dzieci, których rodziców nie stać nawet nie na czesne, tylko na kupienie butów. Zambia to też jedno z państw o najwyższym wskaźniku chorych na AIDS. Powszechny brak pracy, dostępu do edukacji i opieki medycznej tylko pogarsza i tak już trudną sytuację. Bogata szata roślinna i zwierzęca (kilka dużych Parków min. Kafue i Luangwa), wodospady i farmy krokodyli przyciągają bogatych turystów, niestety tylko na południe, skutkiem czego przepiękna i równie atrakcyjna północ z jeziorem Mweru, Bangweulu, Tanganiką i wodospadami Ntumbachushi czeka zupełnie zapomniania, ale może tylko dzięki temu udało się jej zachować unikalny charakter, a kilometry mieniącej się w słońcu sawanny wciąż wyglądają jak chwilę po stworzeniu świata. Paulina Łokaj DO ZOBACZENIA NA LEDNICY!!!
środa, 06 maja 2009
przygotowania niezupełnie pełną parą...
Wyjazd coraz bliżej, coraz bliżej ja tym czasem ślęczę nad
fascynującymi lekturami na temat historii uniwersytetów w Polsce... Z
pewnością to profesjonalne, akademickie przygotowanie pedagogiczne
będzie niezastąpione na misji w Zambii ;) Nigdy jeszcze nie miałam tak dość studiów jak w tym semestrze. III rok, ostatni na tym etapie studiów, a ja walczę z tysiącami absurdalnych zaliczeń, mało rozwijających, a za to niezwykle upierdliwych. O egzaminie licencjackim nawet nie myślę. Jakże odległe jest to od spraw którymi teraz żyję - przygotowaniami do wyjazdu oraz wolontariatem z uchodźcami. Chciałabym poświęcić więcej czasu temu co naprawdę ważne, tymczasem na głowie mam dużo za dużo innych spraw. Decyzję o wyjeździe podjęłam jeszcze za nim miałam tak dość studiów, a teraz myślę, że będzie to w idealnym momencie - po 3 latach intensywnego studiowania, eksperymentowania z różnymi kierunkami i naukowego zapału dopadło mnie wypalenie i zwątpienie - chyba dobrze mi zrobi ten rok przerwy. Mam ogromnie silną potrzebę działania, rozwijania się przez doświadczenie, a nie przyswajania mnóstwa informacji, których nie wiadomo kiedy wykorzystam, o ile ich wcześniej nie zapomnę. Robienia czegoś potrzebnego, pożytecznego też dla innych, a nie ciągłej koncentracji na sobie i własnej nauce...Ciężko planować co po powrocie. Mam nadzieję, że wrócę z nową energią, nowymi inspiracjami a może i bardziej konkretnymi planami na przyszłość... No nic...ale trzeba jakoś w końcu te studia skończyć, czas więc ostro się wziąć do roboty. Chyba teraz skupię się na nauce, by potem mieć już czas, by spokojnie się przygotować do wyjazdu...
poniedziałek, 04 maja 2009
Wojna z chaosem - pierwsze stracie
Wprawdzie lista przygotowań przed wyjazdem jest długa, ale chciałabym przede wszystkim osiągnąć uporządkowanie wewnątrz i na zewnątrz siebie, opanować chaos który coraz bardziej dezorganizuje mi moją codzienność, moje plany, moje relacje z Bogiem, z innymi ludźmi, ze sobą. Może to już taka moja rozstrzepana natura, ale małymi krokami może jakoś odrobinę ją opanuję :) 2 dni temu skończyłam 22 lata i stwierdziłam że ostro się za siebie zabieram. W Afryce może być już za późno, pracę nad sobą trzeba zacząć już teraz, choć może dopiero tam uda mi się osiągnąć pełną harmonię. Płynny stosunek Afrykańczyków do czasu może mnie totalnie zdemoralizować w tej kwestii, a mojego bałaganiarstwa siostry na pewno mi nie darują. Cele na ten tydzień: -nie odkładać obowiązków na później, być konsekwentnym wobec tego co postanowiłam, ale też realnie planować, nie brać za dużo na głowę -nie zaniedbywać modlitwy -nie przesiadywać tyle na necie Świętość polega na dobrym wykonywaniu swoich obowiązków - św Jan Bosko
niedziela, 26 kwietnia 2009
Zambijskie rytmy, zambijski taniec, zambijska radość :)
Film z imprezy z okazji 25-lecia salezjanów w Zambii. Niespotykany wprost ładunek pozytywnej energii - chciałoby się tam być :) ZAMBIA!!!
Nareszcie długo wyczekiwana decyzja: ZAMBIA! Jadę na placówkę misyjną sióstr salezjanek w Mansie na północy Zambii. Będę tam prowadzić zajęcia w oratorium, zajmować się programem adopcji na odległość oraz pomagać drugiej wolontariuszce Kasi w pracy w przedszkolu. Z dużym pokojem w sercu przyjęłam tą decyzję :) Chociaż szczerze to Mansa nigdy placówką moich marzeń nie była...Ale mimo wielu obaw, to bardzo ufam że że jest głęboki sens abym tam jechała i go w swoim czasie zrozumiem i będzie to na pewno wyjątkowy czas. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. J 3,8 Czas zabrać się wreszcie porządnie za przygotowania. Myślę, że i ten blog nabierze tempa. :)
poniedziałek, 30 marca 2009
DŁUUGA LISTA - pół roku przed wyjazdem do Afryki i ogrom przygotowań
Sesja zaliczona (hurra!), właśnie wróciłam z kolejnego spotkania MWDB w
SOMIe, miejsce mojego wyjazdu poznam lada dzień: już myślałam że wiem
dokąd jadę, powoli się jakoś przyzwyczajałam do tej myśli, a tu
zupełnie nieoczekiwanie pojawiła się możliwość wyjechania na wymarzoną
placówkę, o której już starałam się zapomnieć...jest szansa, ostateczna
decyzja powinna być w tym tygodniu, czekam na wiadomość z ośrodka
misyjnego - ale wiem, że niezależnie jaka ona będzie, to będę się
cieszyć - jestem już spokojna że będzie dobrze rozeznana. Teraz muszę
się tylko na te kilka dni uzbroić w cierpliwość :)) - czas zatem skoncentrować się na przygotowaniach do wyjazdu. A lista spraw które muszę załatwić jest dłuuuuga: Kompletowanie dokumentów: -cv i list motywacyjny już stworzyłam :) -maratonik po lekarzach w celu zbadania się (ogólny, chorób tropikalnych, okulista, ginekolog, dentysta, psycholog...) -igły wbijające się w me ramię a więc seria szczepień - szczęście że WZW i tężec mam już z głowy, pozostaje żółta gorączka, dur brzuszny i polio. -zgoda rodziców na wyjazd - ale najpierw muszą wiedzieć dokąd jadę, a tego na razie sama nie wiem (ale już wkrótce, już wkrótce...) -opinia proboszcza - pytanie tylko którego? :P bo tej z rodzinnej, gdańskiej parafii to może chyba tylko powiedzieć że od 3 lat nie zastano mnie na kolędzie ;) -tłumaczenie przysięgłe świadectwa dojrzałości - to na pozwolenie na pracę -dostarczenie zdjęć i kopii paszportu Finanse: -zbieranie funduszy na przelot i szczepionki - grosz do grosza... chodzenie po sponsorach, kampania 1% -wybór najlepszego połączenia lotniczego i kupno biletu... -zakup (lub wyciągniecie od sponsorów) materiałów które zawiozę na placówkę misyjną Dokształcanie się, formacja: -szlifowanie angielskiego -nauka języka lokalnego -formacja duchowa, modlitwa, modlitwa, modlitwa, I stopień rekolekcji ignacjańskich, kurs Filipa, pielgrzymka do Santiago, pobyt w Taize -zagłębienie się w duchowość salezjańską, lektura "Wspomnień z oratorium" itp. -lektura św. Tereski z Lisieux, Matki Teresy z Kalkuty -lektura na temat kraju do którego jadę -kolekcjonowanie wszelakich możliwych zabaw, tańców, piosenek itp. Dokształcanie się z arteterapii, muzykoterapii, socjoterapii, dramy... Inne: -wykreślenie czegoś z mojego planu studiów :) -zdobywanie doświadczenia wolontariatu - praca z uchodźcami, w świetlicy socjoterapeutycznej, z fundacji dr Clown -czynne włączanie się w spotkania toruńskiej grupy wolontariatu misyjnego -nawiązać kontakt z placówką misyjną -ustalenie zadań które będę wykonywać, ustalenie daty wyjazdu i powrotu -włączenie się w przygotowanie folderu informacyjnego -pielgrzymka do Turynu - długi weekend majowy -pobyt w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym -posłanie misyjne na Lednicy -posłanie misyjne w parafii -skompletowanie apteczki -wyćwiczenie sobie nawyku częstszego mycia rąk :) -wytrenowanie sposobów radzenia sobie ze stresem, wyciszenie, wywalenie chaosu z mojego życia ;) (nie wiem jak będzie to możliwe w tym nawale spraw do załatwienia ale jestem dobrej myśli) -zdobyć tytuł licencjata, dostać się na magisterskie i wziąć dziekankę -spakowanie się, zakupy przed wyjazdem -impreza pożegnalna ufff...to chyba wszystko... pół roku intensywnych przygotowań przede mną. :) od jutra będę stopniowo odhaczać. Długa droga przede mną...oj, czuję że już przed wyjazdem będą przygody : NIE WIESZ CO ZROBIĆ Z JEDNYM PROCENTEM?
Zbieram powoli pieniądze na przelot i szczepionki i mam nadzieję że wkrótce uzbierana suma podskoczy, ponieważ istnieje możliwość odliczenia 1% podatku i przeznaczenie go na pokrycie kosztów mojego wyjazdu na misje - do czego tych, którzy się jeszcze nie rozliczyli i nie wiedzą co zrobić z jednym procentem serdecznie zapraszam :) Aby to zrobić należy przelać 1% podatku na konto Fundacji "Ku Mądrości" z dopiskiem MISJE-EWA PIECZYŃSKA-BILET.
Od
tego roku przy rozliczaniu dochodów uzyskanych w 2008 roku zmienia się
sposób przekazywania
podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego. W przekazywaniu 1% podatku wyręczy nas Urząd Skarbowy (podatnik nie z dopiskiem MISJE-EWA PIECZYŃSKA-BILET
No ale jak ktoś już rozliczył wcześniej PITa, a miałby ochotę
wesprzeć finansowo mój wyjazd, to oczywiście może po prostu coś wysłać
na numer konta Międzynarodowego Wolontariatu Don
Bosco. Za każdą złotówkę bardzo dziękuję! Międzynarodowy Wolontariat Don Bosco W razie wątpliwości proszę o kontakt efka-pieczynska@o2.pl. Serdecznie dziękuję wszystkim osobom i firmom, które wspomagają mój wyjazd! |